Interpelacja w sprawie polityki państwa dotyczącej ekspansji wielkopowierzchniowych placówek handlowych w Polsce

   Dzisiaj już w Polsce, dla nikogo zajmującego się sprawami ekonomii i gospodarki, tak w skali makro jak i mikro, nie powinno budzić wątpliwości duże znaczenie dla gospodarki narodowej sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Znaczenie tej kategorii przedsiębiorstw ma zresztą także niebagatelną wagę dla rozwoju przemian ustrojowych i społecznych w ogóle. Ich właściciele tworzą trzon klasy średniej, mozolnie odbudowywanej po II wojnie światowej i komunistycznym okresie powojennym, a będącej w każdym demokratycznym kraju siłą napędową zmian cywilizacyjnych. Obecnie małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią ponad 99% liczby zarejestrowanych jednostek gospodarczych, zatrudniając prawie 60% pracujących w gospodarce, z czego około 90% to firmy zatrudniające od 1 do 5 pracowników. W handlu małe i średnie podmioty zatrudniają ponad 85% pracowników tej branży.    W ostatnich latach obserwowana jest postępująca ekspansja wielkich firm i holdingów, głównie zagranicznych, budujących wielkopowierzchniowe placówki handlowe zwane w zależności od wielkości - super- i hipermarketami. Tylko dwie firmy francuskie ogłosiły, że w ciągu najbliższych czterech lat planują wybudować w Polsce 30 hipermarketów, a następnie kilkadziesiąt supermarketów i mniejszych placówek ma powstać po 2001 roku. Swoje wielkie placówki budują także Niemcy i przedstawiciele innych krajów oraz kapitał międzynarodowy; zresztą pochodzenie kapitału nie jest tu istotne.    Stan ten wywołuje, jak można oceniać, uzasadnione obawy polskich kupców i środowisk gospodarczych o przyszłość polskiego handlu, zwłaszcza drobnego handlu detalicznego i hurtowego.    Zwolennicy super- i hipermarketów podnoszą walory tego rodzaju placówek, polegające głównie na łatwości i sprawności w dokonywaniu zakupów (szeroki wybór towarów polskich i zagranicznych, łatwość i swoboda dokonywania wyboru, stosunkowo niskie ceny, etc.). Inwestorzy i ich przedstawiciele podnoszą walory ekonomiczne, jak przypływ znacznego kapitału zagranicznego (budowa jednego hipermarketu pochłania kapitał rzędu kilkudziesięciu, a nawet kilkuset milionów zł), tworzenie rynku dla przedsiębiorstw produkcyjnych, firm budowlanych i usługowych przy budowie tych placówek, a następnie przy remontach substancji i serwisie urządzeń, tworzenie nowych miejsc pracy w poszczególnych placówkach i ich otoczeniu, dawanie zbytu lokalnym producentom i dostawcom (jeden hipermarket może mieć podobno nawet do tysiąca dostawców lokalnych i regionalnych).    Przeciwnicy super- i hipermarketów argumentują, że placówki te stanowią poważne zagrożenie dla polskiego handlu detalicznego i hurtowego oraz rynku pracy. W miejscowościach, zwłaszcza mniejszych, zagrożone są bankructwem sklepy lokalne, a ich właściciele i pracownicy bezrobociem. Ilość pieniądza w obrocie w tym samym miejscu i czasie jest w zasadzie zawsze taka sama i nie ma na to generalnego wpływu wielkość i struktura handlu oraz godziny jego funkcjonowania. Powstanie w danej miejscowości, zwłaszcza mniejszej, wielkiej placówki handlowej nie może się nie odbić na kondycji wielu innych istniejących wcześniej. W myśl przytaczanych przez kupców danych, jedno miejsce pracy w super- czy hipermarkecie może pozbawiać nawet do 20 miejsc pracy w pobliskiej sferze handlu, produkcji i usługach. Środowiska kupieckie podnoszą także uzasadniony zarzut, iż nawet gdyby akceptować wolny i niczym nie ograniczony rozwój tworzenia dużych marketów, to nie są i nie mogą być równoprawnymi konkurentami na tym rynku. Kapitał własny poszczególnych kupców, a nawet ich grup kapitałowych nie może konkurować z kapitałem inwestorów zagranicznych działających w tym zakresie od dziesiątków lat. Nie mają oni także tak łatwego dostępu do zagranicznych kredytów bankowych i gwarancji oraz poręczeń, a w Polsce system ten jest niewydolny poprzez bardzo wysokie oprocentowanie kredytów i bardzo poważne trudności w zdobywaniu stosownych zabezpieczeń. Innym przytaczanym przykładem nierówności podmiotów krajowych i zagranicznych, czy międzynarodowych, są kwestie ulg i zwolnień podatkowych dla tych ostatnich. Wskazuje się także na to, że handel wielkopowierzchniowy, bazujący w dużej mierze na towarach importowanych, będzie się przyczyniał do dalszego pogłębiania niekorzystnego deficytu państwa w handlu zagranicznym.    Szczególnie bulwersujące i kontrowersyjne jest dla kupców lokalizowanie supermarketów - obiektów powyżej 300-400 m2 (często o planowanej wielkości od 500 do 2500 m2) w małych miejscowościach o ludności poniżej 100 000 mieszkańców i to najczęściej w centrum miast. Na przykład, w woj. pilskim nie ma ani jednego miasta powyżej 100 000 mieszkańców (Piła liczy ok. 77 000 mieszkańców, Wałcz - 27 000, Wągrowiec - 24 000, Chodzież - 23 000, Złotów - 18 000, Trzcianka - 16 000, Czarnków - 12 000, Wronki - 11 000, itd.), lecz mimo to planowane są budowy supermarketów. Niewielkie odległości między miastami i miasteczkami niwelują problem ograniczonego rynku zbytu każdego z nich z osobna. Odbywają się lub są planowane już przetargi na sprzedaż odpowiednich gruntów pod tego rodzaju inwestycje. Wszystko to wywołuje zdecydowane zaniepokojenie miejscowych kupców, zwłaszcza że te przedsięwzięcia są albo wcale, albo w sposób niewystarczający konsultowane z miejscowymi środowiskami gospodarczymi, przez władze komunalne - bo i nie ma takiego formalnego wymogu.    Kupcy podnoszą argumenty, że w wielu krajach Europy Zachodniej wprowadza się różnego rodzaju ograniczenia procesu inwestycyjnego dotyczącego handlowych obiektów wielkopowierzchniowych, np. we Francji na lokalizację sklepu o powierzchni powyżej 400 m2 wymagana jest zgoda tzw. komisji urbanistycznej, złożonej z przedstawicieli władz gminy i samorządu gospodarczego, w Niemczech nie można budować hipermarketów w miastach poniżej 100 000 mieszkańców, a w Belgii otwarcie sklepu powyżej 400 m2 wymaga pozwolenia władz i zgody komitetu socjalno-ekonomicznego. Zresztą, obecnie w Belgii w wielu miastach, np. Bruksela, Gandawa, tworzy się odpowiednie programy zachęcające do tworzenia i ponownego otwierania placówek handlowych w centrach miast, gdyż w przeszłości handel ˝wyprowadził się˝ na obrzeża miast, w okolice autostrad i marketów.    W związku z powyższym pragnę panu ministrowi zadać następujące pytania:    1. Czy Ministerstwo Gospodarki monitoruje proces powstawania super- i hipermarketów w Polsce?    2. Czy wykonano lub planuje się wykonać obiektywną ekspertyzę analizującą wpływ powstawania super- i hipermarketów na istniejącą sieć sklepów detalicznych i placówek hurtowych w Polsce, zwłaszcza w małych miastach i miasteczkach uwzględniającą doświadczenia krajów Zachodu?    3. Czy pan minister podziela obawy kupców polskich i czy ministerstwo widzi potrzebę pewnej regulacji spraw z omawianego zakresu? Czy są prowadzone prace nad stosowną regulacją - jeśli tak, to w jakim kierunku zmierzają?    Poseł Adam Stanisław Szejnfeld    Warszawa, dnia 30 marca 1998 r.





come to page and see hotel erlangen katalog rss pokerstars Sprzedaż mieszkań Wrocław loans online poker teksas waga najazdowa kabiny prysznicowe praca w ochronie transkrypcje Dip meksykański przepis