Interpelacja w sprawie funkcjonowania programu ˝Tani podręcznik˝

   Szanowny Panie Ministrze! Rodzice mogą zapomnieć o tańszych podręcznikach. Miało być taniej o połowę, potem o 15-20%, ostatecznie ceny podręczników nie spadły ani o złotówkę. Zamiast niższego, koszt wyprawienia dzieci do szkoły może być wyższy. Wszystko przez zmianę kanonu lektur. Nie są one uwzględnione w wydrukowanych już na ten rok podręcznikach, ale uczniowie będą musieli się z czegoś uczyć. Może dojść do tego, że wydawcy będą musieli drukować dodatkowe opracowania i lektury, co oznacza, że nauka będzie jeszcze droższa. Część podręczników do języka polskiego może okazać się niespójna z rozporządzeniem w sprawie lektur. Wszystko dlatego, że przepisy regulujące rynek podręczników nijak mają się do rozporządzenia zmieniającego kanon lektur szkolnych. Najpierw bowiem uchwalono ustawę określającą, że przez trzy lata nie wolno zmieniać podręczników. A dopiero potem zmieniono kanon lektur, co wymagałoby aktualizacji książek. Teoretycznie wydawcy powinni uzupełnić książki do języka polskiego o odpowiednie fragmenty wierszy czy prozy już od dnia 1 września. Od nowego roku szkolnego zmieniony kanon lektur będzie obowiązywać w klasach pierwszych szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. W praktyce jest to niemożliwe, ponieważ rozporządzenie zostało dopiero podpisane.    Ponadto w następnych latach nauki tegoroczni pierwszoklasiści nie będą mogli odkupić podręczników od swoich starszych kolegów, ponieważ będą one nieaktualne. W ten sposób minister edukacji zmusi ich do wydania pieniędzy na nowe podręczniki albo kupienia tańszych, ale nie do końca aktualnych. Żaden wydawca nie będzie zmieniał treści podręczników przez najbliższe trzy lata, bo po pierwsze, na ten rok książki są już wydrukowane, a ustawa zabrania tego przez kolejne trzy lata.    Z zapowiedzi tanich podręczników więc nic nie wyszło. Komplety kosztują od 150 zł na poziomie pierwszej klasy do 350 zł w liceum. Zdaniem branży, błędem było też wprowadzenie zmian, które miały ułatwić dostęp do podręczników najbiedniejszym. Wcześniej bowiem system działał w sposób następujący: ministerstwo edukacji zbierało od szkół i samorządów informacje na temat liczby najbiedniejszych uczniów, którzy wymagają dofinansowania. Dane te trafiały do wydawców, którzy wysyłali odpowiednią liczbę podręczników, udzielając rabatów - nawet 30%. System obejmował tylko uczniów pierwszych klas. Teraz dotyczyć to ma wszystkich. Rodzice sami muszą zakupić komplet podręczników, a potem pójść z paragonem do dyrektora szkoły, który powinien zwrócić im część kosztów. Nie ma jednak żadnych rabatów. Rodzice kupują je po normalnych cenach. W efekcie państwo wydaje więcej pieniędzy nieracjonalnie, choć mogłoby mniej, tak jak wcześniej. Jedyną szansą na rabaty jest więc sprzedaż podręczników prosto do szkół z ominięciem księgarń. Księgarze przeciwko temu protestowali, ale poprzedni minister edukacji Roman Giertych podkreślił, że jest to legalny sposób. Wydawcy przyznają jednak, że większość szkół nie stosuje tego sposobu. Być może dlatego, że ich zdaniem MEN za mało informowało o takiej możliwości.    W związku z powyższym pragnę zadać panu ministrowi następujące pytania, na które oczekuję odpowiedzi:    1. Czy zaistniała sytuacja nie jest kompromitacją programu taniego podręcznika?    2. Czy zmieniając zestaw lektur szkolnych, nie powinno zmienić się treści podręczników?    3. Czy wprowadzone zmiany, mające ułatwić dostęp najuboższym do podręczników szkolnych, nie spowodowały niepotrzebnego chaosu i nieuzasadnionych kosztów?    4. Czy wprowadzone zmiany nie narażają uczniów na dodatkowe koszty w kolejnych latach nauki?    Z poważaniem    Poseł Adam Ołdakowski    Warszawa, dnia 20 sierpnia 2007 r.

Kategoria debaty: podrecznikow lektur szkol przez kanon




come to page and see hotel erlangen katalog rss party poker loan lenders rakeback poker anonse projekty domków Multimedia boski Prawo dla każdego - Właściwość (sądu) ogólna Sennik